- Ładna ta
brunetka – powiedziała bez zastanowienia Ana.
- Myślę,
że masz rację – odparł Speedle.
- Czy ja
to powiedziałam na głos? Muszę pierwsze myśleć, a potem mówić.
- Nie
powiedziałaś nic złego. A co, zazdrosna jesteś?
- Ja?
Dlaczego miałabym być zazdrosna? – zapytała go ze zdziwieniem Ana.
- A nie
jest tak, przecież widzę te pioruny w Twoich oczach na widok tej dziewczyny?
Chyba go lubisz? Nie mylę się?
- Ty też
go lubisz – odpowiedziała Ana oblewając się rumieńcem.
- Ale mi
na tę myśl nie czerwienieją policzki – zaśmiał się Tim. – Umów się z nim to się
przekonamy o słuszności naszych spostrzeżeń. Jeśli we dwoje już myślimy tak
samo to coś w tym jest.
- Przecież on, jak widzisz, ma dziewczynę. Dobra
skończmy już ten temat. Spieszę się. Do jutra, pa. – pożegnała się Ana.
- Ale to
jest jego… Ana już nie usłyszała tego co powiedział Tim, ponieważ szybkim
krokiem udała się w stronę mieszkania, które było zaledwie 10 minut piechotą od
laboratorium.
Po drodze
do domu cały czas kołatały jej w głowie słowa Speedle’a. Może te wszystkie
uczucia, które od jakiegoś czasu miała w swoim sercu to był początek
zakochania. Nie wiedziała jak nazwać to uczucie, było to dla niej coś zupełnie
nowego, nigdy wcześniej czegoś takiego nie czuła. Nie no,
ja miałabym być zazdrosna o Erica. To niemożliwe. Lubię go, ale to na pewno nic
więcej. Poza tym on jest już zajęty – pomyślała Ana. Zaczerpnęła powietrza
i szybko wbiegła po schodach do mieszkania, odrzucając od siebie wcześniejsze
myśli.
Popołudnie
Ana spędziła na sprzątaniu, praniu i gotowaniu. Wolała sama coś upichcić niż
jadać na mieście. Wieczorem usiadła w fotelu z książką i kubkiem gorącej
czekolady. Z zaczytania wyrwał ją dźwięk dzwonka do drzwi. Otworzyła, a w
drzwiach stał Eric z butelką czerwonego wina w ręku. Co on tu robi? Czy Tim mu powiedział o naszej rozmowie? – nagle
tysiąc pytań przetoczyło się przez głowę Any.
- Masz
minę jakbyś zobaczyła ducha – stwierdził Eric. Przyjmiesz zbłąkanego
wysiedleńca? Mam wkupne – wskazał na butelkę.
- Co Ty
tutaj robisz? A Twoja randka? – zapytała Ana.
- Jak
randka? O czym Ty mówisz? – zdziwił się Delko.
- Jak to
jaka. Z tą dziewczyną, która codziennie przychodzi po Ciebie do pracy. Mieszkasz
z nią, prawda?
- Tak mieszkam
z nią. Ale nie chodzę z nią na randki. Marisol to moja siostra. Zaczęła
niedawno pracować w pobliżu i dlatego razem wracamy do domu.
W tym
momencie Ana poczuła jakby wielki głaz spadał z jej serca.
- Będziemy
tak rozmawiać w drzwiach, czy mnie wpuścisz do środka? – zapytał Eric.
-Wchodź.
Zapraszam.
- Właśnie
moja siostra urządziła sobie babski wieczór i zostałem chwilowo eksmitowany,
dlatego pomyślałem, że wpadnę do Ciebie.
- Teraz
już rozumiem. Masz ochotę na gorącą czekoladę?
- Chętnie.
Wieczór
upłynął im na wesołych rozmowach i żartach. Kiedy się spostrzegli było już po
północy.
- Będę się
zbierał, jest już późno. Dzięki za fajny wieczór. Do zobaczenia jutro w pracy.
- Ja
również dziękuję. Do jutra.
Tego wieczoru Ana zdała
sobie sprawę, że to co czuje do Erica to nie jest tylko przyjaźń lecz coś
więcej. Z tą myślą położyła się do łóżka, długo nie mogąc zasnąć. Zastanawiała
się czy to naprawdę aż tak widać, że Speedle od razu zauważył co jest na
rzeczy? Coś z tym zrobić, czy pozwolić aby rzeczy same się potoczyły?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz